×

Życie bez kobiety…

Życie bez kobiety…

[ad]Na co dzień pracuje w warsztacie samochodowym, zarabiam niezłą kasę i jestem kawalerem. W warsztacie pracują sami faceci w większości żonaci, którzy cały czas nawijają o laskach, samochodach i tym podobnych sprawach. O ile o autach mogę pogadać to jeśli chodzi o dziewczyny, kicha, unikam tego tematu jak ognia, bo co może powiedzieć facet, który nie ma żadnej laski obok siebie, nie licząc tej którą się podpierał po wypadku jakieś dwa lata temuKażdy weekend spędza w dyskotece mając nadzieję, że w końcu spotka tą jedną jedyną, ale jedyne co mu pozostaje po weekendzie to kac i rozczarowanie, że znów się nie udało. A przecież ubieram się dobrze, jestem ponoć nawet niebrzydki i w miarę dobrze zbudowany, mam niezłą gadkę, więc w czym problem? Co jest we mnie takiego co odpycha kobiety już po pierwszym wypitym drinku czy małej czarnej? Nie będę ukrywał, że w końcu się dowiedziałem, całkiem przypadkowo i trochę bolało. W ubiegły piątek jak zawsze siedziałem przy barze w ulubionej dyskotece, jak zawsze ta sama nawijka z obleganym przez dziewczyny barmanem, jak zawsze moje próby zagadania do lasek, propozycje tańca i wypicia drinka pozostające bez echa. W pewnym momencie poczułem dotyk ręki na swoim ramieniu, ręki nie należącej do żadnego z moich kumpli. Zaczepiła mnie niebrzydka dziewczyna, która jak się okazało jest moją koleżanką z podstawówki i która też jest stałym bywalcem tej dyskoteki, niestety razem z mężem. Po kilkunastu minutach rozmowy dowiedziałem się o sobie wielu ciekawych rzeczy dotyczących moich prób kontaktu z dziewczynami i dobrych, szczerych babskich rad. Między innymi aby nie zaczynać rozmowy od głupich pytań typu: skąd jesteś, czym się zajmujesz i nie opowiadać wszystkiego o sobie na samym początku spotkania. Rady okazały się na tyle skuteczne, że już w sobotę postanowiłem z nich skorzystać. Skutek? Na tyle dobry, że po spędzonej na rozmowie i zabawie z ładną dziewczyną całej nocy, jestem umówiony na następną randkę już w piątek.